All posts by PPadmin

Dwie wnuczki

Moje dwie wnuczki, Monika i Asia są kompletnymi przeciwieństwami, chociaż zgodnie z aktem urodzenia obydwie urodziły się tego samego dnia, w tym samym roku w odstępie pięciu minut czasu. Tak, Asia i Monika są bliźniaczkami dwujajowymi i różnią się od siebie tak bardzo, że ktoś, kto ich nie zna nigdy w życiu nie powiedziałby, że są siostrami, a co więcej bliźniaczkami.

38Chociaż obydwie wnuczki kocham po równo, to jakimś cudem zawsze Asia była moją ulubienicą. Od małego była dzieckiem bardzo pozytywnym, lubiącym okazywać uczucia i otwartym na świat. Wiele razy brałam udział w akcjach ratunkowych, które mała Asia organizowała dla znalezionych przez siebie zwierzątek. Nie zliczę ile bezpańskich psów i kotów przewinęło się przez moje mieszkanie. Oczywiście Asia wszystkich swoich „przyjaciół” przynosiła bezpośrednio do mnie, bo wiedziała, że jej ojciec, a mój syn, nie pozwoli na trzymanie zwierząt w domu. Co najważniejsze, empatia, jaką Asia miała w stosunku do innych stworzeń nigdy nie zginęła, a z roku na rok stawała się coraz większa. Nikogo nie zdziwiło, że po zdaniu matury Joasia wybrała się na studia pielęgniarskie, które ukończyła bez żadnych problemów. Pomoc innym leży w naturze Asi, a stanowisko pielęgniarki jest jej pisane, pielęgniarka Bytom.

Druga wnuczka, Monika, to osoba zamknięta w sobie, która zawsze najlepiej czuła się w swoim towarzystwie. Monika została programistką w pewnej bytomskiej firmie i wykonując swoje obowiązki nie kontaktuje się z prawie nikim.

Dobry pracownik

37Choć początkowo miałem pewne obawy co do nowej pielęgniarki, która zasiliła personel pracujący w naszej przychodni teraz uważam, że dobrze się stało, że pani Justyna trafiła akurat do nas. Nowa koleżanka jest osobą bardzo młodą, która dopiero co ukończyła studia wyższe i zanim dostała pracę w przychodni nie miała żadnego doświadczenia zawodowego. Obawiałem się, że nowa pielęgniarka nie poradzi sobie w swojej pracy i przy pierwszym trudniejszym przypadku podkuli ogon i ucieknie gdzie przyszła. Rzadko kiedy ludzie zdają sobie sprawę ze stopnia zaawansowania chorób u niektórych pacjentów, a przyzwyczajenie się do codziennego widoku osób chorych i cierpiących trwa całe lata.

O dziwo, pani Justyna jest osobą o silnym charakterze i wielkiej odwadze. Widać, że nadal bardzo przejmuje się losem pacjentów, jednak jej osobiste uczucia w ogóle nie wpływają na jakość pracy. W trudnych momentach pielęgniarka potrafi uspokoić nie tylko siebie, ale i pacjenta. Umie zachować zimną krew i działać tak profesjonalnie, jak pozwala na to sytuacja. Do tego pani Justyna ma świetne podejście do chorych – z każdym porozmawia, do każdego się uśmiechnie, przez co co chwila otrzymuję telefony od zadowolonych pacjentów, którzy chwalą nową pielęgniarkę, pielęgniarka Rzeszów.

Zobaczymy jak pani Justynie będzie dalej szło. Często dzieje się tak, że młodzi ludzie szybko wypalają się zawodowo i z obiecujących pracowników przemieniają się w zbędny balast, który trzeba usunąć. Niczego nie przewiduję, ani nie jestem złym prorokiem, po prostu mam oczy i uszy otwarte.

Na kurs

Prawdziwą pielęgniarką nie będę nigdy, bo nie poszłam na studia wyższe na pielęgniarstwo i nie zdobyłam uprawnień do zatrudnienia się na tym stanowisku pracy. Nie oznacza to jednak, że nie mogę posiadać podstawowych umiejętności pielęgniarskich, które mam zamiar zdobyć na kursie specjalistycznym dla pielęgniarek, pielęgniarka Gdynia.

36Obecnie pracuję w domu spokojnej starości w Gdyni, w którym zajmuję stanowisko opiekunki. Parę miesięcy temu zrobiłam kurs pielęgniarski dla osób pracujących ze starszymi. Dzięki szkoleniu nauczyłam się szybko i efektywnie wykonywać podstawowe zabiegi higieniczne i pielęgnacyjne, dowiedziałam się co nieco o sposobach podnoszenia pacjenta i pomocy przy zmianie położenia i przemieszczaniu się i poznałam podstawy psychologii postępowania z osobami starszymi.

Kurs okazał się być na tyle przydatny, że po roku bezrobocia znalazłam pracę w hospicjum. Teraz chciałabym zrobić kolejny kurs i nauczyć się jak prawidłowo wykonywać iniekcje, mierzyć ciśnienie i kontrolować stan zdrowia pacjentów. Taka wiedza w zawodzie opiekunki osób starszych byłaby na pewno bardzo cenna i przydatna, a ponadto mogłaby wpłynąć na wysokość mojej pensji.

Cenna pomoc

35Dobrze jest mieć wśród swoich znajomych kogoś, kto jest związany ze służbą zdrowia i w razie nagłej konieczności jest w stanie pomóc ci swoją wiedzą, umiejętnościami i możliwościami. Siostra mojej mamy jest pielęgniarką oddziałową w prywatnym szpitalu w Częstochowie, pielęgniarka Częstochowa. Normalnie staram się nie korzystać z pomocy ciotki, za którą nigdy zbytnio nie przepadałem, jednak gdy dwa tygodnie temu tak bardzo zachorowałem, że nie byłem w stanie ruszyć nawet palcem, poprosiłem mamę, by w moim imieniu zadzwoniła do ciotki i spytała czy nie byłaby w stanie mi czegoś polecić.  W Częstochowie mieszkam dopiero od trzech miesięcy, czyli od rozpoczęcia roku akademickiego, dlatego nie znam się na tutejszych szpitalach i przychodniach. Rodzice zostali w moim rodzinnym miasteczku położonym 60 km od Częstochowy.

Ciotka na wieść o mojej chorobie stanęła na wysokości zadania i zaproponowała, bym ostatkiem sił zwlókł się z łóżka, wziął taksówkę i przyjechał nią do jej szpitala. Na miejscu ciocia załatwiła mi wizytę u lekarza pierwszego kontaktu, za którą nie zapłaciłem ani złotówki, choć pewnie normalnie musiałbym wydać jakieś 100 zł. Po diagnozie i odebraniu recepty ciotka z zasobów szpitalnych przekazała mi parę darmowych blistrów z lekami i zaleciła ich zażywanie. Cieszę się, że zdecydowałem się poprosić ciotkę o pomoc, bo dzięki temu mam poczucie, że ktoś się mną dobrze zaopiekował i to prawie za darmo. Gdy do końca wyzdrowieję chyba pojadę do ciotki z bukietem kwiatów.

Odpowiednie stanowisko

Gdy podjęłam decyzję o pójściu na studia pielęgniarskie początkowo nie wiedziałam gdzie dokładnie chcę pracować, co robić i w jaki sposób pomagać innym. Rozważałam zatrudnienie w jakiejś szkole lub środku szkolno-wychowawczym, zastanawiałam się nad pracą w hospicjum, a także wahałam czy czasem nie zostać pielęgniarką w przychodni lub szpitalu. Przed podjęciem studiów nie miałam pojęcia z czym wiążą się poszczególne stanowiska pracy pielęgniarki, dlatego dopiero podczas nauki zrozumiałam, że chcę pracować jako pielęgniarka na bloku operacyjnym. Praca instrumentariuszki wydawała mi się niezmiernie ciekawa i odpowiedzialna. W końcu pośrednio uczestniczyłabym w ratowaniu ludzkiego życia i poprawie stanu zdrowia pacjentów za pomocą zabiegów i operacji chirurgicznych.

34Dzięki samozaparciu i silnej woli udało mi się osiągnąć mój cel i po wielu latach nauki i zdobywania doświadczenia zawodowego stanęłam za stołem operacyjnym jako pielęgniarka instrumentariuszka. W trakcie swojej kariery nie raz miałam do czynienia z trudnymi i problematycznymi przypadkami, które na długo pozostały mi w głowie. Podczas mojej pracy parę razy zdarzyło się, że pacjent zmarł w trakcie operacji i choć byłam tym faktem przerażona to wiedziałam, że zarówno lekarze, jak i ja, zrobili wszystko, by dać pacjentowi szansę na przeżycie. Po prostu czasem to nie wychodzi, pielęgniarka Dąbrowa Górnicza. Moja praca jest ważna i odpowiedzialna – o takie zajęcie właśnie mi chodziło!

Plotkarstwo

W tamtym tygodniu podczas wykonywania wielkich porządków w domu, niefortunnie stanęłam na taborecie, taboret się przechylił, a ja z łoskotem upadłam na podłogę łamiąc sobie przy tym obojczyk i nabijając niezłego guza. Nadal nie wiem jak to wszystko się stało, bo w sprzątaniu jestem prawdziwą mistrzynią i już nie raz wykonywałam podobne prace na wysokościach. Wystarczyła chwila nieuwagi by zagrozić swojemu zdrowiu, a nawet życiu. Karetkę wezwał narzeczony, który zaalarmowany głuchym łoskotem mojego upadku szybko pobiegł do pokoju i odruchowo złapał za telefon. W wyniku upadku i ogromnego bólu ramienia straciłam przytomność, którą odzyskałam dopiero po kilku minutach.

33W szpitalu spędziłam dwa dni na obserwacji. Lekarze chcieli się upewnić czy na pewno nic więcej mi się nie stało i czy czasem nie nabawiłam się wstrząśnienia mózgu. Ręka bolała mnie bardzo, a gips, w który włożono mi połowę klatki piersiowej był bardzo niewygodny. W ciągu nocy w szpitalu udawało mi się przespać co najwyżej cztery, pięć godzin, resztę czasu spędzałam na bezsennym wpatrywaniu się w sufit i wsłuchiwaniu w rozmowy toczone przez pielęgniarki. Moja sala znajdowała się tuż przy pokoju pielęgniarek, dlatego dokładnie słyszałam o czym rozmawiają osoby w nim zgromadzone, pielęgniarka Olsztyn. Powiem wam tylko, że pielęgniarki to straszliwe plotkary, które nie mają oporów w komentowaniu swoich pacjentów, obmawianiu lekarzy i znajomych im osób! W trakcie dwóch nocy nasłuchałam się i o sobie i o koleżance leżącej w jednej sali ze mną.  Po tym wydarzeniu zaczęłam nieco inaczej patrzeć na zawód pielęgniarki – o wiele mniej przychylnie!

Dużo otuchy

32Nie za bardzo orientuję się w tym, czym w swojej pracy zajmuje się pielęgniarka, pielęgniarka oddziałowa i inne pielęgniarki zatrudnione w przychodzi lub szpitalu, jednak widok tych zapracowanych kobiet z uśmiechem na ustach zawsze napawa mnie nadzieją i wlewa ciepło w moje serce. W przeciwności do lekarzy pielęgniarki potrafią zazwyczaj wesprzeć pacjenta, uraczyć go jakimś miłym słowem i przekonać, że wszystko będzie dobrze. Przez lata walki z wirusowym zapaleniem wątroby typu C miałem możliwość zapoznać się z wieloma różnymi lekarzami i kilkudziesięcioma pielęgniarkami, które opiekowały się moją osobą. Moje własne statystyki pokazują, że większość pielęgniarek naprawdę potrafi się zająć pacjentem, dzięki czemu osoba chora czuje się nieco lepiej. Do tej pory w sprawie WCW typu C kontaktowałem się z 7 różnymi lekarzami, spośród których pięciu mógłbym uznać za mało sympatycznych, pielęgniarka Gorzów Wielkopolski. Pielęgniarek na pewno poznałem o wiele więcej i z tego, co pamiętam na pewno ponad połowa z nich była pielęgniarkami z prawdziwego zdarzenia – dobrymi osobami, z którymi przyjemnie rozmawiało się o wszystkim i o niczym, byle nie myśleć o chorobie trawiącej ciało.

Na razie moja choroba jest w fazie uśpienia, co oznacza, że ani mi się nie polepsza, ani nie pogarsza. Chociaż mój organizm nie jest już tak silny jak kiedyś, a wątroba od czasu do czasu się odzywa, to i tak cieszę się, że nadal jestem wśród żywych i mam szansę na kolejnych kilkanaście lat życia. Zobaczymy co to będzie dalej, ale jestem dobrej myśli.

W genach

30Moja babcia była pielęgniarką w czasach głębokiego komunizmu, moja mama była i jest pielęgniarką w przychodni znajdującej się nieopodal mojego domu, dlatego ja nie mogłam dla siebie wymyślić lepszej drogi życiowej jak pójście w ślady mojej mamy i babci. Z pielęgniarstwem jestem za pan brat od wczesnego dzieciństwa. Większość małych dziewczynek swój wolny czas poświęca na zabawy lalkami i misiami, natomiast ja niemal całe dzieciństwo spędziłam na imitowaniu szpitala, przyjmowaniu na oddział chorych zabawek i serwowaniu im leczenia w formie zastrzyków. Wiele razy słyszałam jak babcia z mamą rozmawiają o ich pracy, a co udało mi się podsłuchać to od razu wcielałam w swoje wymyślone życie. Jeśli jednego dnia mama narzekała na swoją siostrę oddziałową, jeden z moich misiów również dostawał reprymendę od swojego szefa. Realne życie mamy i babci stało się podstawą do mojego wyimaginowanego świata, a później przerodziło się w coś jeszcze – w prawdziwą fascynację pielęgniarstwem i przekonanie, że w przyszłości chcę pracować jako pielęgniarka Tarnów.

Pytana w podstawówce i w szkole średniej kim chcę być w przyszłości, zawsze odpowiadałam, że pielęgniarką. Przez lata moje postanowienia nie zmieniły się, a jedynie ugruntowały. Po zdanej maturze poszłam na studia pielęgniarskie, które ukończyłam z wyróżnieniem. W końcu miałam to we krwi. Udało mi się zrealizować moje marzenie, bo od dwóch lat pracuję na oddziale chirurgii w tarnowskich szpitalu.

Wielka szansa

Walizki stoją już w przedpokoju przygotowane do zapakowania do taksówki, która za piętnaście minut powinna zjawić się w moim domu, a ja jak zwykle przed podjęciem odważnego kroku w swoim życiu mam poważne wątpliwości. Gdy dwa tygodnie temu moja ciotka ze Szwecji zadzwoniła i powiedziała, że jest w stanie załatwić mi pracę pielęgniarki w hospicjum prowadzonym przez jej znajomego, bez chwili wahania zrezygnowałam z posady pielęgniarki w legnickiej przychodni (pielęgniarka Legnica) i zabukowałam lot do Sztokholmu na dziś rano. Przez kolejne dwa tygodnie żyłam wyjazdem, robiłam zakupy i na szybko przypominałam sobie szwedzkie słówka, jakie poznałam na kursie.

29Teraz sama nie wiem czy dobrze robię. Wiem, że pracując jako pielęgniarka w Szwecji zarobię trzy razy więcej niż w Polsce, jednak z drugiej strony będę całkiem sama w obcym świecie. No może nie taka całkiem sama, bo w Sztokholmie mieszka ciocia, wujek i moje dwie kuzynki, z którymi idzie się dogadać po polsku. Będę miała dach nad głową, nie będę musiała się martwić o pieniądze na czynsz i na jedzenie, bo ciocia, siostra mojego ojca, jest bardzo zamożną i dobrze postawioną kobietą. Jej mąż ma w centrum Sztokholmu gabinet dentystyczny, a ona jest właścicielką centrum odnowy biologicznej. Przy nich czuję się zawsze jak uboga krewna z Polski, jednak chyba nie mam innego wyboru jak pojechać do Szwecji i złapać byka za rogi. Taka szansa nie zdarza się dwa razy, więc póki jest musze ją wykorzystać. Może to będzie najlepsza decyzja mojego życia?

Zarażona

28Wydawało mi się, że po tylu latach pracy w przychodni na stanowisku pielęgniarki zdążyłam się już uodpornić na różne infekcje, wirusy i choroby przynoszone przez pacjentów. Oczywiście od czasu do czasu zdarza mi się chorować, jednak zazwyczaj dzieje się tak w wyniku moich własnych działań (np. wyziębienia organizmu) zamiast przez kontakt z pacjentami. Niestety, ostatnio chyba złapałam grypę jelitową od jednego z pacjentów, który przyszedł do lekarza po coś na wymioty i biegunkę.

Od wczoraj leżę nieprzytomna w łóżku i co chwilę biegam do łazienki. Teraz jest mi już trochę lepiej, co oznacza, że choroba zaczyna ustępować. Odcięta od świata i od telewizji postanowiłam sobie włączyć komputer i sprawdzić co na świecie słychać, stąd ten mój dzisiejszy post, pielęgniarka Gdańsk. Wczoraj byłam tak chora, że nie byłam w stanie ruszyć nawet palcem, a wszystkie siły zbierałam na konieczność szybkiego dotarcia do toalety. Gdyby nie mój mąż, który widząc mój stan wziął sobie dzień wolnego i zajął się mną, pewnie przez cały dzień nie wypiłabym ani łyka herbaty, bo nie miałabym siły wstać i zrobić sobie coś do picia. Na pewno groziłoby mi odwodnienie. Dobrze, że jednak mój maż poczuł się do odpowiedzialności i zadbał o to, by niczego mi nie brakowało, nawet miski na wymioty położonej obok łóżka. Mam nadzieję, że do wieczora już mi przejdzie i jutro wrócę do pracy. Trzeciego dnia wirus grypy jelitowej już chyba nie zaraża.