Tagged in: choroba

Na zawołanie

a70Cieszę się, że wiele osób liczy na moją pomoc i uważa mnie za wielką, medyczną alfę i omegę, jednak muszę również przyznać, że męczy mnie bycie na wezwanie wszystkich członków mojej rodziny. Wystarczy, że któraś ciotka pójdzie do lekarza, dostanie nowe leki lub skierowanie na jakieś zastrzyki, tak od razu ja dostaję telefon z pytaniem czy na pewno te leki są takie, jak być powinny i czy nie mogłabym kiedyś przyjechać żeby porozmawiać z ciocią o jej schorzeniach. Najlepiej żebym wzięła ze sobą wszystkie opatrunki, igły i strzykawki, to przy okazji zrobię jej zastrzyk, a ona nie będzie musiała jechać kilka kilometrów do pobliskiej przychodni, pielęgniarka Ostrów Wielkopolski.

Chociaż ogromnie denerwuje mnie wykorzystywanie mojej osoby, to jakoś nie umiem odmówić lub skłamać, że nie mam czasu. Gdy tylko próbuję wykręcić się od wizyty u którejś z ciotek, w głowie od razu rozlega mi się głos mojej babci mówiącej mi, że tylko dobrzy ludzie zasługują na szczęście, a ile dobra okaże się innym, tyle samo dobra później do nas wraca. Staram się być bardzo dobrą osobą i nie narzekać na rzeczy, które nie do końca mi się podobają.

Gdybym parę razy odmówiła pomocy rodzinie, wtedy na pewno prośby by ustały, a ja miałabym święty spokój. Jaką bym jednak była pielęgniarką, gdybym nie pomogła potrzebującym? Nawet jeśli ci potrzebujący nieco przesadzają i wyolbrzymiają swoje choroby.

Niezbędna pomoc

Szczęście w nieszczęściu, że moja córka uczy się obecnie w szkole pielęgniarskiej i jest na najlepszej drodze do uzyskania tytułu dyplomowanej pielęgniarki, pielęgniarka Grudziądz, bo gdyby nie ona to wczoraj na widok słabnącego męża dostałabym chyba zawału. Na szczęście Asia od razu wczuła się w rolę, zaczęła uspokajać mnie i zajmować się swoim ojcem. Powiedziała, że to nic takiego, że zwykłe przemęczenie, ale jednak lepiej zadzwonić na pogotowie.

s70Gdy wybierałam numer lokalnego szpitala drżały mi palce i miałam problem z trafieniem w odpowiednie klawisze, ale na szczęście po którejś próbie z kolei udało mi się dodzwonić na pogotowie. Karetka przyjechała bardzo szybko, jednak zanim to nastąpiło mój mąż zdążył się już poczuć nieco lepiej. Gdy ma się wszczepiony rozrusznik serca i problemy natury kardiologicznej powinno się uważać na to, co robi się na co dzień i nie szaleć jakby się miało dwadzieścia lat.

Mój mąż wczoraj przesadził z emocjami i tak to się skończyło. Dobrze, że nie stało się nic poważniejszego, ale nie wiadomo jak to będzie następnym razem. Lepiej dmuchać na zimne i wieść w miarę ustabilizowany tryb życia. Następnym razem może nie być przy nas naszej pani pielęgniarki i nie będę wiedziała co robić. Oby do tego nie doszło!

Dobra opieka

44Muszę przyznać, że poziom opieki nad chorymi w zawierciańskim szpitalu na oddziale wewnętrznym przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nigdy nie sądziłam, że pielęgniarki pracujące w tym szpitalu z tak pełnym profesjonalizmem i oddaniem zajmą się moją babcią, która była u kresu wyczerpania i praktycznie jedną nogą w grobie. Babcia od dziesięciu lat walczyła z nowotworem, który na początku zaatakował jajniki, a później przerzucił się na inne organy wewnętrzne. Ostatni rok był najgorszy, bo babcia z dnia na dzień słabła i zbliżała się do granicy życia i śmierci. W ostatnich dniach swojego życia, gdy cały czas wymiotowała i nie przyjmowała żadnych pokarmów, dzieci babci postanowiły umieścić ją w szpitalu, by jakoś ulżyć jej cierpieniom. Rodzice nie wiedzieli czy uda się załatwić przyjęcie babci na oddział, jednak lekarz, który tego dnia miał dyżur od razu zaopiekował się babcią, podobnie jak zrobiły to pielęgniarki.

Na początku zrobiono babci badanie EKG, a następnie odprowadzono 5 litrów płynu z napuchniętego brzucha babci, w którym nic już nie funkcjonowało tak, jak powinno. Przez cztery dni, jakie babcia spędziła w szpitalu, pielęgniarki chodziły wokół niej jak na szpilkach i starały się ulżyć w cierpieniu, pielęgniarka Zawiercie. Babcia dostawała morfinę, była też odżywiana za pomocą odpowiednich kroplówek. Mimo zabiegów ze strony lekarzy i pielęgniarek nie udało się babci uratować, bo jej stan był już zbyt poważny. Do końca życia nasza rodzina pozostanie wdzięczna służbie zdrowia z zawierciańskiego szpitala.

Zarażona

28Wydawało mi się, że po tylu latach pracy w przychodni na stanowisku pielęgniarki zdążyłam się już uodpornić na różne infekcje, wirusy i choroby przynoszone przez pacjentów. Oczywiście od czasu do czasu zdarza mi się chorować, jednak zazwyczaj dzieje się tak w wyniku moich własnych działań (np. wyziębienia organizmu) zamiast przez kontakt z pacjentami. Niestety, ostatnio chyba złapałam grypę jelitową od jednego z pacjentów, który przyszedł do lekarza po coś na wymioty i biegunkę.

Od wczoraj leżę nieprzytomna w łóżku i co chwilę biegam do łazienki. Teraz jest mi już trochę lepiej, co oznacza, że choroba zaczyna ustępować. Odcięta od świata i od telewizji postanowiłam sobie włączyć komputer i sprawdzić co na świecie słychać, stąd ten mój dzisiejszy post, pielęgniarka Gdańsk. Wczoraj byłam tak chora, że nie byłam w stanie ruszyć nawet palcem, a wszystkie siły zbierałam na konieczność szybkiego dotarcia do toalety. Gdyby nie mój mąż, który widząc mój stan wziął sobie dzień wolnego i zajął się mną, pewnie przez cały dzień nie wypiłabym ani łyka herbaty, bo nie miałabym siły wstać i zrobić sobie coś do picia. Na pewno groziłoby mi odwodnienie. Dobrze, że jednak mój maż poczuł się do odpowiedzialności i zadbał o to, by niczego mi nie brakowało, nawet miski na wymioty położonej obok łóżka. Mam nadzieję, że do wieczora już mi przejdzie i jutro wrócę do pracy. Trzeciego dnia wirus grypy jelitowej już chyba nie zaraża.