Tagged in: opieka

Inne rzeczy ważniejsze

Asian new born twins cryingMimo, że przez pięć lat zdobywałam wiedzę z zakresu pielęgniarstwa i miałam wielkie plany i nadzieje związane właśnie z tym zawodem, to teraz z pielęgniarstwem mi bardzo nie po drodze. Wszystko przez to, że tuż po studiach zaszłam w ciążę, nie zdążyłam znaleźć pracy i teraz zamiast spełniać się zawodowo i opiekować chorymi na oddziale szpitalnym, siedzę w domu i opiekuję się moimi bliźniakami. Do zawodu raczej szybko nie wrócę, zupełnie wypadłam z obiegu. Nie wyobrażam sobie teraz poszukiwania zatrudnienia i pracy w systemie zmianowym. Nie wyobrażam sobie, że zostawiam swoich dwóch małych chłopców pod opieką jakiejś obcej kobiety, bo niestety, ale nie mam nikogo bliskiego, kto mógłby zająć się moimi synkami.

Oczywiście nie wykluczam, że za jakiś czas będę chciała wrócić do pracy i do zawodu, jednak mam świadomość, że będzie się to wiązało z dużymi problemami i koniecznością ponownego zdawania egzaminu zawodowego. Egzamin zawodowy to jednak nie przelewki. Uczyłam się do niego bardzo, bardzo dużo i nie wiem jak miałabym robić to jeszcze raz, tym razem mając przy sobie dwa małe bobasy.

No, ale na razie o tym nie myślę, bo jeszcze dużo czasu przede mną. Teraz liczy się tylko Teofil i Teodor. Reszta jest mało ważna i jeśli będę miała do końca życia być tylko ich pielęgniarką, to niech tak będzie.

Święta w szpitalu

w70Często osoby, które nie znają realiów pracy w szpitalach pytają mnie jak to jest z pracą w Święta takie jak Boże Narodzenie, Sylwester czy Nowy Rok. No jak ma być? Normalnie. Zawód pielęgniarki należy do tej grupy zawodów, które wymagają pracy przez cały rok kalendarzowy bez względu na to jaki mamy dzień roku. W tym roku upiekło mi się i Wigilię będę mogła spędzić ze swoją rodziną w całości. W tamtym roku było nieco gorzej, bo na 14.00 szłam do szpitala i Wigilię mieliśmy już o 12.30. Niezbyt to było świąteczne, ale co zrobić. Pacjenci czekają i zawsze potrzeba kogoś, kto by się nimi zajął.

W tym roku na dyżur idę dopiero w drugi dzień świąt i bardzo się z tego cieszę. Mam dwa dni na świętowanie Bożego Narodzenia z bliskim – w moim zawodzie rzadko zdarzają się takie okazje, pielęgniarka Ostrołęka.

Współczuję Jolce i Marysi, które w Wigilię mają akurat dyżur dwudziestoczterogodzinny. Dzielić opłatkiem będą się między sobą i z leżącymi na oddziale chorymi. Muszę przyznać, że święta w szpitalu też mają swój swoisty urok. Obserwuje się licznych gości przybywających w odwiedziny do pacjentów, wręczających sobie prezenty i życzących zdrowia w nowym roku. U nas w szpitalu w Wigilię jest też nieco lepsza kolacja – zazwyczaj chorzy dostają barszcz czerwony i krokieta z grzybami. Jak na nas to całkiem niezłe rarytasy, bo zazwyczaj na kolację są dwie kromki chleba, masło, kiełbaska i kawałek sera.

Na zawołanie

a70Cieszę się, że wiele osób liczy na moją pomoc i uważa mnie za wielką, medyczną alfę i omegę, jednak muszę również przyznać, że męczy mnie bycie na wezwanie wszystkich członków mojej rodziny. Wystarczy, że któraś ciotka pójdzie do lekarza, dostanie nowe leki lub skierowanie na jakieś zastrzyki, tak od razu ja dostaję telefon z pytaniem czy na pewno te leki są takie, jak być powinny i czy nie mogłabym kiedyś przyjechać żeby porozmawiać z ciocią o jej schorzeniach. Najlepiej żebym wzięła ze sobą wszystkie opatrunki, igły i strzykawki, to przy okazji zrobię jej zastrzyk, a ona nie będzie musiała jechać kilka kilometrów do pobliskiej przychodni, pielęgniarka Ostrów Wielkopolski.

Chociaż ogromnie denerwuje mnie wykorzystywanie mojej osoby, to jakoś nie umiem odmówić lub skłamać, że nie mam czasu. Gdy tylko próbuję wykręcić się od wizyty u którejś z ciotek, w głowie od razu rozlega mi się głos mojej babci mówiącej mi, że tylko dobrzy ludzie zasługują na szczęście, a ile dobra okaże się innym, tyle samo dobra później do nas wraca. Staram się być bardzo dobrą osobą i nie narzekać na rzeczy, które nie do końca mi się podobają.

Gdybym parę razy odmówiła pomocy rodzinie, wtedy na pewno prośby by ustały, a ja miałabym święty spokój. Jaką bym jednak była pielęgniarką, gdybym nie pomogła potrzebującym? Nawet jeśli ci potrzebujący nieco przesadzają i wyolbrzymiają swoje choroby.

Niezbędna pomoc

Szczęście w nieszczęściu, że moja córka uczy się obecnie w szkole pielęgniarskiej i jest na najlepszej drodze do uzyskania tytułu dyplomowanej pielęgniarki, pielęgniarka Grudziądz, bo gdyby nie ona to wczoraj na widok słabnącego męża dostałabym chyba zawału. Na szczęście Asia od razu wczuła się w rolę, zaczęła uspokajać mnie i zajmować się swoim ojcem. Powiedziała, że to nic takiego, że zwykłe przemęczenie, ale jednak lepiej zadzwonić na pogotowie.

s70Gdy wybierałam numer lokalnego szpitala drżały mi palce i miałam problem z trafieniem w odpowiednie klawisze, ale na szczęście po którejś próbie z kolei udało mi się dodzwonić na pogotowie. Karetka przyjechała bardzo szybko, jednak zanim to nastąpiło mój mąż zdążył się już poczuć nieco lepiej. Gdy ma się wszczepiony rozrusznik serca i problemy natury kardiologicznej powinno się uważać na to, co robi się na co dzień i nie szaleć jakby się miało dwadzieścia lat.

Mój mąż wczoraj przesadził z emocjami i tak to się skończyło. Dobrze, że nie stało się nic poważniejszego, ale nie wiadomo jak to będzie następnym razem. Lepiej dmuchać na zimne i wieść w miarę ustabilizowany tryb życia. Następnym razem może nie być przy nas naszej pani pielęgniarki i nie będę wiedziała co robić. Oby do tego nie doszło!

Dobra opieka

44Muszę przyznać, że poziom opieki nad chorymi w zawierciańskim szpitalu na oddziale wewnętrznym przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nigdy nie sądziłam, że pielęgniarki pracujące w tym szpitalu z tak pełnym profesjonalizmem i oddaniem zajmą się moją babcią, która była u kresu wyczerpania i praktycznie jedną nogą w grobie. Babcia od dziesięciu lat walczyła z nowotworem, który na początku zaatakował jajniki, a później przerzucił się na inne organy wewnętrzne. Ostatni rok był najgorszy, bo babcia z dnia na dzień słabła i zbliżała się do granicy życia i śmierci. W ostatnich dniach swojego życia, gdy cały czas wymiotowała i nie przyjmowała żadnych pokarmów, dzieci babci postanowiły umieścić ją w szpitalu, by jakoś ulżyć jej cierpieniom. Rodzice nie wiedzieli czy uda się załatwić przyjęcie babci na oddział, jednak lekarz, który tego dnia miał dyżur od razu zaopiekował się babcią, podobnie jak zrobiły to pielęgniarki.

Na początku zrobiono babci badanie EKG, a następnie odprowadzono 5 litrów płynu z napuchniętego brzucha babci, w którym nic już nie funkcjonowało tak, jak powinno. Przez cztery dni, jakie babcia spędziła w szpitalu, pielęgniarki chodziły wokół niej jak na szpilkach i starały się ulżyć w cierpieniu, pielęgniarka Zawiercie. Babcia dostawała morfinę, była też odżywiana za pomocą odpowiednich kroplówek. Mimo zabiegów ze strony lekarzy i pielęgniarek nie udało się babci uratować, bo jej stan był już zbyt poważny. Do końca życia nasza rodzina pozostanie wdzięczna służbie zdrowia z zawierciańskiego szpitala.

Niezbędna pomoc

Nasza rodzina na pewno do końca swojego istnienia pozostanie wdzięczna pani Jadzi za pomoc, jaką pielęgniarka stanowiła dla naszej rodziny w bardzo ciężkich chwilach związanych ze śmiertelną chorobą dziadka. Gdyby nie pani Jadzia dawno byśmy się już wszyscy poddali i pogrążyli w smutku.

42Pani Jadzia, pielęgniarka Tomaszów Mazowiecki, jest osobą, która w swoim życiu zawodowym zetknęła się z wieloma chorobami i śmiercią osób, dlatego potrafiła nad ciężkim stanem dziadka przejść do porządku dziennego. W przeciwieństwie do nas, najbliższych, nie załamywała się i cały czas wypełniała swoje zadania z gorliwością godną świętego. To często pani Jadzia stanowiła dla nas źródło nadziei i wsparcia, bo nierzadko zdarzało jej się nas pocieszać czy przytulać do swojego czułego, pielęgniarskiego serca.

Wątpię czy którakolwiek z córek czy wnuczek dziadka byłaby się w stanie zająć dziadkiem tak serdecznie i profesjonalnie jak zrobiła to pani Jadzia. Ja sama, w kontakcie z umierającym dziadkiem stawałam się drętwa i onieśmielona, bo obcowanie z ciężką chorobą nie jest wcale łatwe. Dobrze, że przed śmiercią dziadka udało nam się znaleźć panią Jadzię. Bez niej proces jego odejścia byłby dla nas wszystkich o wiele trudniejszy.

Cenna pomoc

35Dobrze jest mieć wśród swoich znajomych kogoś, kto jest związany ze służbą zdrowia i w razie nagłej konieczności jest w stanie pomóc ci swoją wiedzą, umiejętnościami i możliwościami. Siostra mojej mamy jest pielęgniarką oddziałową w prywatnym szpitalu w Częstochowie, pielęgniarka Częstochowa. Normalnie staram się nie korzystać z pomocy ciotki, za którą nigdy zbytnio nie przepadałem, jednak gdy dwa tygodnie temu tak bardzo zachorowałem, że nie byłem w stanie ruszyć nawet palcem, poprosiłem mamę, by w moim imieniu zadzwoniła do ciotki i spytała czy nie byłaby w stanie mi czegoś polecić.  W Częstochowie mieszkam dopiero od trzech miesięcy, czyli od rozpoczęcia roku akademickiego, dlatego nie znam się na tutejszych szpitalach i przychodniach. Rodzice zostali w moim rodzinnym miasteczku położonym 60 km od Częstochowy.

Ciotka na wieść o mojej chorobie stanęła na wysokości zadania i zaproponowała, bym ostatkiem sił zwlókł się z łóżka, wziął taksówkę i przyjechał nią do jej szpitala. Na miejscu ciocia załatwiła mi wizytę u lekarza pierwszego kontaktu, za którą nie zapłaciłem ani złotówki, choć pewnie normalnie musiałbym wydać jakieś 100 zł. Po diagnozie i odebraniu recepty ciotka z zasobów szpitalnych przekazała mi parę darmowych blistrów z lekami i zaleciła ich zażywanie. Cieszę się, że zdecydowałem się poprosić ciotkę o pomoc, bo dzięki temu mam poczucie, że ktoś się mną dobrze zaopiekował i to prawie za darmo. Gdy do końca wyzdrowieję chyba pojadę do ciotki z bukietem kwiatów.

Pielęgniarka środowiskowa

Moi dziadkowie od wielu lat mieszkają w Wałbrzychu, który uważają za najpiękniejsze miasto w Polsce. Cóż, wydaje mi się, że patrzą na to miasto pod zupełnie innym kątem, niż my, młodzi ludzie. Im Wałbrzych kojarzy się z czasami młodości, siły i szczęścia. Dla mnie to jedynie miejsce, w którym wielu ludzi nie ma pracy, a gospodarka cały czas podupada.

25Dziadkowie są ludźmi starej daty, których do lekarza nie można zagonić nawet siłą. Ani babcia ani dziadek z własnej woli nie poszliby do jakiegoś specjalisty, bo wydaje im się, że ktoś od razu wykryje im jakąś nieuleczalną chorobę, zostawi na oddziale, a oni zostaną przykuci do szpitalnych łóżek, na których dokonają swojego żywota z dala od rodzinnego domu i bliskich im osób. Dziadek ostatni raz u lekarza był chyba za czasów komuny. Okulary, które wykorzystuje do czytania kupił sobie w aptece, którą od czasu do czasu odwiedza w celu zakupu witamin dla starszych osób. Dziadkowie nie mierzą sobie ciśnienia, nie sprawdzają poziomu cukru we krwi, choć każde z nich ma cukrzycę. Skąd o tym wiem? Ano jakiś czas temu mój ojciec zapłacił pielęgniarce środowiskowej, pielęgniarka Wałbrzych, żeby raz w miesiącu odwiedzała dziadków, pytała ich o samopoczucie, mierzyła ciśnienie i poziom cukru we krwi i w razie czego od razu informowała ojca o niepokojących zmianach. Dziadek lekarzy i szpitali nienawidzi, ale młoda panią pielęgniarkę, która na domowe wizyty nie ubiera się w biały fartuch jest jeszcze w stanie zdzierżyć. Dobrze, że przynajmniej taką formę medycznej opieki ojciec zapewnił dziadkom.

Niezbędna pomoc

Na pół roku przed śmiercią mojej ukochanej babci, mama zdecydowała się na zatrudnienie pielęgniarki, która w ramach wykonywania swoich obowiązków przychodziłaby kilka razy dziennie do babci, podawała jej niezbędne leki i wykonywała wszystkie pielęgniarskie zadania. Zarówno mama, jak i tata to prezesi dużych, dobrze prosperujących firm, którzy nie mogli pozwolić sobie na zaniedbywanie zawodowych obowiązków. Żeby zapewnić odpowiednią opiekę babci, zdecydowali się wynająć prywatną pielęgniarkę, pielęgniarka Bydgoszcz.

21Od śmierci babci minęły już dwa lata, jednak ja nadal pamiętam ile pani Gienia zrobiła dobrego dla mojej babci. Babcia do ostatnich minut swojego życia była przytomna, poznawała swoich bliskich i dało się z nią porozmawiać. Pielęgniarka spędziła wiele godzin przy łóżku babci, która lubiła sobie poopowiadać i powspominać dawne czasy. Mówienie przychodziło jej z wielkim trudem, między jednym zdaniem a drugim babcia często przysypiała, jednak budząc się zawsze wiedziała, gdzie skończyła i znów podejmowała daną historię. Nie wiem czy babci udałoby się wytrzymać tyle czasu gdyby nie pani Gienia. Pomoc tej kobiety była warta wszystkich pieniędzy i gdybyśmy ponownie mieli przechodzić przez podobną sytuację, na pewno pani Gienia byłaby pierwszą i najlepszą opcją pomocy.

Wiele słyszy się w dzisiejszych czasach o pielęgniarkach, które nie nadają się do swojej pracy, nie mają podejścia do pacjentów i obowiązki wykonują z przymusu. Pani Gienia to pielęgniarka z powołania, z prawdziwym darem do zajmowania się innymi.

Czuję się potrzebna

17Jestem pielęgniarką w ośrodku szkolno-wychowawczym zajmującym się dziećmi z niepełnosprawnością umysłową z Katowic i okolicznych miejscowości. Jako pielęgniarka w takim zakładzie, liczba moich codziennych obowiązków jest o wiele większa niż liczba obowiązków pielęgniarki zajmującej się zdrowymi dziećmi w szkole. Nie pamiętam już dnia, w którym do mojego małego gabinetu nie przyszłaby któraś z wychowawczyń z jednym ze swoich wychowanków. Rozcięte głowy, poprzecinane palce, stłuczenia, rozdarcia i skaleczenia są na porządku dziennym. Dodatkowo dochodzi problem załatwiania potrzeb fizjologicznych w majtki, z którym jako pielęgniarka również muszę się uporać. W jednej z szaf znajdujących się w zajmowanym przeze mnie pokoju znaleźć można kilka świeżych par majtek, podpaski, pampersy dla dorosłych i kilka innych podobnych artykułów. Pamiętam, że gdy zaczynałam pracę pielęgniarki w tym ośrodku, pielęgniarka Katowice, byłam przerażona swoimi obowiązkami i problemami, jakie stwarzają upośledzone umysłowo dzieci, jednak z czasem przyzwyczaiłam się na tyle, że nie robi to teraz na mnie żadnego wrażenia.

Praca z niepełnosprawnymi dziećmi sprawia, że czuję się potrzebna i niezastąpiona. To ja jestem osobą, do której o poradę i pomoc udają się wychowawczynie mające problem z którymś ze swoich uczniów. Dzieci, mimo swojego upośledzenia nadal są tylko dziećmi i to dziećmi, które potrzebują więcej uwagi i ciepła niż te  prawidłowo rozwinięte. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy w ciągu tygodnia któryś z uczniów się do mnie przytula i mówi, że mnie lubi. To daje mi wielką siłę.