Tagged in: opieka

Niezbędna pomoc

Na pół roku przed śmiercią mojej ukochanej babci, mama zdecydowała się na zatrudnienie pielęgniarki, która w ramach wykonywania swoich obowiązków przychodziłaby kilka razy dziennie do babci, podawała jej niezbędne leki i wykonywała wszystkie pielęgniarskie zadania. Zarówno mama, jak i tata to prezesi dużych, dobrze prosperujących firm, którzy nie mogli pozwolić sobie na zaniedbywanie zawodowych obowiązków. Żeby zapewnić odpowiednią opiekę babci, zdecydowali się wynająć prywatną pielęgniarkę, pielęgniarka Bydgoszcz.

21Od śmierci babci minęły już dwa lata, jednak ja nadal pamiętam ile pani Gienia zrobiła dobrego dla mojej babci. Babcia do ostatnich minut swojego życia była przytomna, poznawała swoich bliskich i dało się z nią porozmawiać. Pielęgniarka spędziła wiele godzin przy łóżku babci, która lubiła sobie poopowiadać i powspominać dawne czasy. Mówienie przychodziło jej z wielkim trudem, między jednym zdaniem a drugim babcia często przysypiała, jednak budząc się zawsze wiedziała, gdzie skończyła i znów podejmowała daną historię. Nie wiem czy babci udałoby się wytrzymać tyle czasu gdyby nie pani Gienia. Pomoc tej kobiety była warta wszystkich pieniędzy i gdybyśmy ponownie mieli przechodzić przez podobną sytuację, na pewno pani Gienia byłaby pierwszą i najlepszą opcją pomocy.

Wiele słyszy się w dzisiejszych czasach o pielęgniarkach, które nie nadają się do swojej pracy, nie mają podejścia do pacjentów i obowiązki wykonują z przymusu. Pani Gienia to pielęgniarka z powołania, z prawdziwym darem do zajmowania się innymi.

Czuję się potrzebna

17Jestem pielęgniarką w ośrodku szkolno-wychowawczym zajmującym się dziećmi z niepełnosprawnością umysłową z Katowic i okolicznych miejscowości. Jako pielęgniarka w takim zakładzie, liczba moich codziennych obowiązków jest o wiele większa niż liczba obowiązków pielęgniarki zajmującej się zdrowymi dziećmi w szkole. Nie pamiętam już dnia, w którym do mojego małego gabinetu nie przyszłaby któraś z wychowawczyń z jednym ze swoich wychowanków. Rozcięte głowy, poprzecinane palce, stłuczenia, rozdarcia i skaleczenia są na porządku dziennym. Dodatkowo dochodzi problem załatwiania potrzeb fizjologicznych w majtki, z którym jako pielęgniarka również muszę się uporać. W jednej z szaf znajdujących się w zajmowanym przeze mnie pokoju znaleźć można kilka świeżych par majtek, podpaski, pampersy dla dorosłych i kilka innych podobnych artykułów. Pamiętam, że gdy zaczynałam pracę pielęgniarki w tym ośrodku, pielęgniarka Katowice, byłam przerażona swoimi obowiązkami i problemami, jakie stwarzają upośledzone umysłowo dzieci, jednak z czasem przyzwyczaiłam się na tyle, że nie robi to teraz na mnie żadnego wrażenia.

Praca z niepełnosprawnymi dziećmi sprawia, że czuję się potrzebna i niezastąpiona. To ja jestem osobą, do której o poradę i pomoc udają się wychowawczynie mające problem z którymś ze swoich uczniów. Dzieci, mimo swojego upośledzenia nadal są tylko dziećmi i to dziećmi, które potrzebują więcej uwagi i ciepła niż te  prawidłowo rozwinięte. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy w ciągu tygodnia któryś z uczniów się do mnie przytula i mówi, że mnie lubi. To daje mi wielką siłę.

Staż na oddziale dziecięcym

Obecnie przebywam na stażu z urzędu pracy, dzięki któremu udało mi się trafić na oddział pediatryczny i w związku z którym zdobędę parę miesięcy doświadczenia zawodowego w zawodzie pielęgniarki, pielęgniarka Zabrze. Wiem, że zatrudnienie w formie stażu nie jest tym samym, co normalna umowa o pracę, jednak i tak cieszę się, że przez parę miesięcy będę mogła na własnej skórze przekonać się jak to jest być pielęgniarką. Dzisiaj mija mój drugi tydzień pracy na oddziale i w końcu zaczynam czuć się pewnie w tym, co robię. Przez ostatnie dwa tygodnie inne pielęgniarki z oddziału wcale mnie nie oszczędzały – za każdym razem przypadały mi najbardziej absorbujące i najmniej przyjemne prace, choć zajmowania się dziećmi w żadnym przypadku nie można nazwać nieprzyjemnym. Na pewno o wiele gorzej pracowałoby mi się na chirurgii, na oddziale wewnętrznym lub co gorsza na geriatrii – opieka nad osobami dorosłymi i schorowanymi jest cięższa niż zajmowanie się małymi dziećmi.

15To straszne, że nawet malutkie dzieci od urodzenia mają choroby genetyczne lub nabawiają się innych, przejściowych chorób przez nieuwagę lub nieodpowiedzialność rodziców. Te maleńkie istoty są przecież zupełnie niewinne, dlatego nie powinno ich spotykać nic złego. Często w trakcie pracy zamykam się w którejś ze służbowych toalet i cicho płaczę nad losem maleńkich osóbek, którymi zajmuję się niemal codziennie. Koleżanki pielęgniarki mówią, że z czasem łapie się znieczulicę i człowiek tak bardzo nie przejmuje się już losem dzieci. Mam nadzieję, że jest to prawda, bo nie wiem czy byłabym w stanie długo wytrzymać ten codzienny ogrom nieszczęścia i smutku.

W szkole

14Z zawodu jestem pielęgniarką, jednak miejscem wykonywania mojej pracy nie jest szpital, gdzie na bieżąco pomagałabym wszystkim pacjentom i osobom chorym, a zespół szkół, w którym pełnię funkcję pielęgniarki szkolnej. W tak dużym zbiorowisku dzieci, jakim jest szkoła, niemal codziennie dochodzi do sytuacji, w których wizyta u pielęgniarki jest niezbędna. Wystarczy, że jeden z uczniów nabije sobie guza lub skaleczy w nogę, od razu kierowany jest do mnie, a ja mam obowiązek zająć się nim należycie. Skoro zatrudniająca mnie szkoła płaci mi pensję, władze placówki starają się zagwarantować mi jak najwięcej obowiązków i kierują do mnie wszystkie medyczne przypadki, nawet te najbardziej błahe. Ostatnio trafił do mnie chłopiec, który podczas lekcji języka polskiego dostał ataku czkawki. Nauczycielka, nie mogąc poradzić sobie z ogólną wesołością klasy, jaka miała miejsce na skutek czkawki ucznia, wysłała go do mnie, żebym coś na nią poradziła. Niestety, mimo dość rozległej wiedzy medycznej nie jestem w stanie pomóc w czkawce. Ona musi sama przejść i tyle, pielęgniarka Sosnowiec.

Oprócz zajmowania się doraźną pomocą chorym, zranionym lub osłabionym uczniom, na bieżąco tworzę sprawozdania i czuwam nad dokumentacją medyczną dzieci uczęszczających do szkoły. Raz w roku mam obowiązek zrobić badania kontrolne uczniom szkoły, podczas których sprawdzam wzrok, mierzę ich wzrost i kontroluję wagę ciała. Przeprowadzam też mały wywiad środowiskowy związany z prawidłowym rozwojem psychospołecznym. W problematycznych przypadkach zlecam wizytę u psychologa szkolnego.

Na ZOLK-u

Zakład opiekuńczo-lecznicy w naszym tyskim szpitalu, popularnie zwany „zolkiem” jest miejscem, w którym przebywają starsze, schorowane osoby wymagające ciągłego dozoru pielęgniarskiego i lekarskiego. Na oddziale spotkać najprzeróżniejszych pacjentów odznaczających się różnymi problemami starczymi. Niektórzy na stałe przytwierdzeni są do szpitalnych łóżek, inni poruszają się za pomocą balkoników, jeszcze inni mają krzepę i siłę czterdziestolatków. Jako pielęgniarka zatrudniona na ZOLKU dokładnie zdaję sobie sprawę kim są moi pacjenci, jakie mają choroby i co trzeba robić, by nieco ulżyć im w ciągu ostatnich miesięcy ich życia.

12Wiem, że wiele moich koleżanek po fachu nigdy nie zdecydowałaby się na dobrowolną pracę ze starszymi osobami, jednak ktoś musi się nimi zajmować, pielęgniarka Tychy. Polskie społeczeństwo coraz bardziej się starzeje, starszych ludzi przybywa, dlatego pielęgniarki zajmujące się osobami po siedemdziesiątym roku życia są na wagę złota.

Nikt nie powie, że praca w zakładzie opiekuńczo-leczniczym jest zajęciem lekkim i przyjemnym. W celu wykonania podstawowych czynności higienicznych i medycznych pacjentów często trzeba przesuwać, przenosić i podnosić, do czego potrzeba ogromnej siły fizycznej. Gdyby nie pielęgniarze zatrudnieni na oddziale przewrócenie studwudziestokilogramowego dziadka z boku na bok byłoby praktycznie niemożliwe. Mam nadzieję, że kiedy ja trafię do podobnego zakładu, pielęgniarki będą zajmowały się mną tak, jak ja teraz zajmuję się swoimi pacjentami. Oby karma była sprawiedliwa.