Tagged in: starsza osoba

Dobra opieka

44Muszę przyznać, że poziom opieki nad chorymi w zawierciańskim szpitalu na oddziale wewnętrznym przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nigdy nie sądziłam, że pielęgniarki pracujące w tym szpitalu z tak pełnym profesjonalizmem i oddaniem zajmą się moją babcią, która była u kresu wyczerpania i praktycznie jedną nogą w grobie. Babcia od dziesięciu lat walczyła z nowotworem, który na początku zaatakował jajniki, a później przerzucił się na inne organy wewnętrzne. Ostatni rok był najgorszy, bo babcia z dnia na dzień słabła i zbliżała się do granicy życia i śmierci. W ostatnich dniach swojego życia, gdy cały czas wymiotowała i nie przyjmowała żadnych pokarmów, dzieci babci postanowiły umieścić ją w szpitalu, by jakoś ulżyć jej cierpieniom. Rodzice nie wiedzieli czy uda się załatwić przyjęcie babci na oddział, jednak lekarz, który tego dnia miał dyżur od razu zaopiekował się babcią, podobnie jak zrobiły to pielęgniarki.

Na początku zrobiono babci badanie EKG, a następnie odprowadzono 5 litrów płynu z napuchniętego brzucha babci, w którym nic już nie funkcjonowało tak, jak powinno. Przez cztery dni, jakie babcia spędziła w szpitalu, pielęgniarki chodziły wokół niej jak na szpilkach i starały się ulżyć w cierpieniu, pielęgniarka Zawiercie. Babcia dostawała morfinę, była też odżywiana za pomocą odpowiednich kroplówek. Mimo zabiegów ze strony lekarzy i pielęgniarek nie udało się babci uratować, bo jej stan był już zbyt poważny. Do końca życia nasza rodzina pozostanie wdzięczna służbie zdrowia z zawierciańskiego szpitala.

Niezbędna pomoc

Nasza rodzina na pewno do końca swojego istnienia pozostanie wdzięczna pani Jadzi za pomoc, jaką pielęgniarka stanowiła dla naszej rodziny w bardzo ciężkich chwilach związanych ze śmiertelną chorobą dziadka. Gdyby nie pani Jadzia dawno byśmy się już wszyscy poddali i pogrążyli w smutku.

42Pani Jadzia, pielęgniarka Tomaszów Mazowiecki, jest osobą, która w swoim życiu zawodowym zetknęła się z wieloma chorobami i śmiercią osób, dlatego potrafiła nad ciężkim stanem dziadka przejść do porządku dziennego. W przeciwieństwie do nas, najbliższych, nie załamywała się i cały czas wypełniała swoje zadania z gorliwością godną świętego. To często pani Jadzia stanowiła dla nas źródło nadziei i wsparcia, bo nierzadko zdarzało jej się nas pocieszać czy przytulać do swojego czułego, pielęgniarskiego serca.

Wątpię czy którakolwiek z córek czy wnuczek dziadka byłaby się w stanie zająć dziadkiem tak serdecznie i profesjonalnie jak zrobiła to pani Jadzia. Ja sama, w kontakcie z umierającym dziadkiem stawałam się drętwa i onieśmielona, bo obcowanie z ciężką chorobą nie jest wcale łatwe. Dobrze, że przed śmiercią dziadka udało nam się znaleźć panią Jadzię. Bez niej proces jego odejścia byłby dla nas wszystkich o wiele trudniejszy.

Pielęgniarka środowiskowa

Moi dziadkowie od wielu lat mieszkają w Wałbrzychu, który uważają za najpiękniejsze miasto w Polsce. Cóż, wydaje mi się, że patrzą na to miasto pod zupełnie innym kątem, niż my, młodzi ludzie. Im Wałbrzych kojarzy się z czasami młodości, siły i szczęścia. Dla mnie to jedynie miejsce, w którym wielu ludzi nie ma pracy, a gospodarka cały czas podupada.

25Dziadkowie są ludźmi starej daty, których do lekarza nie można zagonić nawet siłą. Ani babcia ani dziadek z własnej woli nie poszliby do jakiegoś specjalisty, bo wydaje im się, że ktoś od razu wykryje im jakąś nieuleczalną chorobę, zostawi na oddziale, a oni zostaną przykuci do szpitalnych łóżek, na których dokonają swojego żywota z dala od rodzinnego domu i bliskich im osób. Dziadek ostatni raz u lekarza był chyba za czasów komuny. Okulary, które wykorzystuje do czytania kupił sobie w aptece, którą od czasu do czasu odwiedza w celu zakupu witamin dla starszych osób. Dziadkowie nie mierzą sobie ciśnienia, nie sprawdzają poziomu cukru we krwi, choć każde z nich ma cukrzycę. Skąd o tym wiem? Ano jakiś czas temu mój ojciec zapłacił pielęgniarce środowiskowej, pielęgniarka Wałbrzych, żeby raz w miesiącu odwiedzała dziadków, pytała ich o samopoczucie, mierzyła ciśnienie i poziom cukru we krwi i w razie czego od razu informowała ojca o niepokojących zmianach. Dziadek lekarzy i szpitali nienawidzi, ale młoda panią pielęgniarkę, która na domowe wizyty nie ubiera się w biały fartuch jest jeszcze w stanie zdzierżyć. Dobrze, że przynajmniej taką formę medycznej opieki ojciec zapewnił dziadkom.

Niezbędna pomoc

Na pół roku przed śmiercią mojej ukochanej babci, mama zdecydowała się na zatrudnienie pielęgniarki, która w ramach wykonywania swoich obowiązków przychodziłaby kilka razy dziennie do babci, podawała jej niezbędne leki i wykonywała wszystkie pielęgniarskie zadania. Zarówno mama, jak i tata to prezesi dużych, dobrze prosperujących firm, którzy nie mogli pozwolić sobie na zaniedbywanie zawodowych obowiązków. Żeby zapewnić odpowiednią opiekę babci, zdecydowali się wynająć prywatną pielęgniarkę, pielęgniarka Bydgoszcz.

21Od śmierci babci minęły już dwa lata, jednak ja nadal pamiętam ile pani Gienia zrobiła dobrego dla mojej babci. Babcia do ostatnich minut swojego życia była przytomna, poznawała swoich bliskich i dało się z nią porozmawiać. Pielęgniarka spędziła wiele godzin przy łóżku babci, która lubiła sobie poopowiadać i powspominać dawne czasy. Mówienie przychodziło jej z wielkim trudem, między jednym zdaniem a drugim babcia często przysypiała, jednak budząc się zawsze wiedziała, gdzie skończyła i znów podejmowała daną historię. Nie wiem czy babci udałoby się wytrzymać tyle czasu gdyby nie pani Gienia. Pomoc tej kobiety była warta wszystkich pieniędzy i gdybyśmy ponownie mieli przechodzić przez podobną sytuację, na pewno pani Gienia byłaby pierwszą i najlepszą opcją pomocy.

Wiele słyszy się w dzisiejszych czasach o pielęgniarkach, które nie nadają się do swojej pracy, nie mają podejścia do pacjentów i obowiązki wykonują z przymusu. Pani Gienia to pielęgniarka z powołania, z prawdziwym darem do zajmowania się innymi.

Na ZOLK-u

Zakład opiekuńczo-lecznicy w naszym tyskim szpitalu, popularnie zwany „zolkiem” jest miejscem, w którym przebywają starsze, schorowane osoby wymagające ciągłego dozoru pielęgniarskiego i lekarskiego. Na oddziale spotkać najprzeróżniejszych pacjentów odznaczających się różnymi problemami starczymi. Niektórzy na stałe przytwierdzeni są do szpitalnych łóżek, inni poruszają się za pomocą balkoników, jeszcze inni mają krzepę i siłę czterdziestolatków. Jako pielęgniarka zatrudniona na ZOLKU dokładnie zdaję sobie sprawę kim są moi pacjenci, jakie mają choroby i co trzeba robić, by nieco ulżyć im w ciągu ostatnich miesięcy ich życia.

12Wiem, że wiele moich koleżanek po fachu nigdy nie zdecydowałaby się na dobrowolną pracę ze starszymi osobami, jednak ktoś musi się nimi zajmować, pielęgniarka Tychy. Polskie społeczeństwo coraz bardziej się starzeje, starszych ludzi przybywa, dlatego pielęgniarki zajmujące się osobami po siedemdziesiątym roku życia są na wagę złota.

Nikt nie powie, że praca w zakładzie opiekuńczo-leczniczym jest zajęciem lekkim i przyjemnym. W celu wykonania podstawowych czynności higienicznych i medycznych pacjentów często trzeba przesuwać, przenosić i podnosić, do czego potrzeba ogromnej siły fizycznej. Gdyby nie pielęgniarze zatrudnieni na oddziale przewrócenie studwudziestokilogramowego dziadka z boku na bok byłoby praktycznie niemożliwe. Mam nadzieję, że kiedy ja trafię do podobnego zakładu, pielęgniarki będą zajmowały się mną tak, jak ja teraz zajmuję się swoimi pacjentami. Oby karma była sprawiedliwa.